Radykalne przestrzenie nadziei w warszawskiej szkole – czego możemy nauczyć się o edukacji uczniów uchodźczych

W poszukiwaniu nadziei

W publicznej debacie na temat uchodźców w Polsce dominują trudne narracje. Jesteśmy świadkami budowy muru na granicy polsko-białoruskiej, oglądamy wstrząsające obrazy w filmie „Zielona granica”, a na drzwiach klatek schodowych pojawiają się wlepki z hasłem „stop islamizacji Polski”. W tej pełnej napięć rzeczywistości, naznaczonej klimatem antyuchodźczym i podwójnymi standardami, łatwo o poczucie beznadziei i przekonanie, że system edukacji nie jest w stanie sprostać wyzwaniom.

A jednak, w samym sercu Warszawy, istnieje publiczna szkoła podstawowa, która jest żywym dowodem na to, że może być inaczej. Położona na symbolicznym pograniczu, przy torach kolejowych, na skrzyżowaniu kultur, języków, ras i religii. W badaniach naukowych nazywana „Szkołą pod dobrym aniołem”, stała się prawdziwą „radykalną przestrzenią nadziei”. To miejsce, w którym połowę społeczności stanowią uczniowie z doświadczeniem migracji i uchodźstwa, m.in. z Czeczenii, Ukrainy, Afganistanu, Iraku czy Wietnamu. Co zaskakujące, jej sukces nie opiera się na ogromnych funduszach czy specjalnych zasobach.

Jego fundamentem jest pięć potężnych, skoncentrowanych na człowieku zasad, które podważają nasze najczęstsze wyobrażenia o edukacji i integracji. Oto one.

1. Liderka, dla której bezpieczeństwo jest ważniejsze niż egzaminy

W systemie edukacji zafiksowanym na wynikach, dyrektorka tej szkoły postawiła na bunt. Jej pierwsze pytanie do personelu nie brzmiało „Jakie są ich oceny?”, ale „Czy czują się bezpieczni?”. Wieloletnia nauczycielka historii z głęboką wiedzą na temat imigracji, przyjęła filozofię, w której dobrostan, poczucie akceptacji i szczęście dzieci postawiła ponad wyniki testów ósmoklasisty. Jak sama mówiła, jej podstawową rolą było zapewnienie uczniom bezpieczeństwa, a dopiero w drugiej kolejności – edukacji.

To „humanizujące przywództwo” było widać na każdym kroku. Jej gabinet był zawsze otwarty. Zapewniła, że cały personel – od nauczycieli po pracowników obsługi – został przeszkolony w zakresie komunikacji bez przemocy. Była aktywną, uczącą się przez całe życie liderką, która z zapałem prosiła o krytykę, by móc uczynić szkołę jeszcze lepszym miejscem. Świadomie pracowała też nad zmianą języka, jakim szkoła mówiła o swoich podopiecznych. Zrezygnowała z nacechowanego deficytem określenia „uczniowie cudzoziemscy”, w którym cząstka „cudzo-” sugeruje obcość i przynależność do kogoś innego. Zamiast tego zaczęła promować sformułowania oparte na zasobach: „uczniowie wielokulturowi i wielojęzyczni”. Pokazała, że dba bardziej o dusze dzieci niż o własną karierę.

2. Prosta zasada, która zmienia wszystko: „Żadnego zakazu używania innych języków niż polski”

W wielu szkołach panuje przekonanie, że aby nauczyć się polskiego, dzieci muszą używać wyłącznie tego języka. To podejście, określane jako „monoglosyjne” i „deficytowe”, traktuje języki ojczyste uczniów jako problem. Dyrektorka poszła pod prąd i wprowadziła radykalną zasadę: „żadnego zakazu używania języków innych niż polski”. W szkolnych korytarzach słychać było polifonię języków, która stała się ścieżką dźwiękową tego miejsca.

Ta decyzja otworzyła drzwi do podejścia pedagogicznego zwanego transjęzycznością (translanguaging). W jego centrum nie stoją oddzielne, zamknięte systemy językowe, ale całościowy repertuar językowy ucznia. Dziecko może swobodnie czerpać ze wszystkich znanych sobie języków, aby budować zrozumienie, zadawać pytania i wyrażać siebie. W praktyce oznaczało to, że uczniowie mogli zwracać się do nauczycieli w swoim języku, a w klasach obecni byli asystenci kulturowi i językowi, m.in. z Czeczenii, Ukrainy i Indii, którzy wspierali komunikację i naukę.

3. Wielokulturowość to nie tylko jedzenie i taniec

Podejście szkoły do wielokulturowości wykraczało daleko poza organizowanie festynów z jedzeniem i pokazami tańca. Różnorodność kulturowa i religijna była wpisana w tkankę codziennego życia szkoły i w sam program nauczania.

Spektakularnym przykładem był tworzony przez społeczność szkolną „kalendarz 3 kultur”, który honorował święta i tradycje katolickie, islamskie i hinduistyczne, odzwierciedlając tło religijne uczniów. Na lekcjach historii nauczyciele świadomie odwoływali się do różnych perspektyw i religii, pokazując, że nie ma jednej, uniwersalnej narracji. Szkoła dbała również o praktyczne wsparcie – przygotowywała podręczniki powitalne oraz szablony pism i komunikatów dla rodziców w ich językach ojczystych.

4. „Wielojęzyczność to nie supermoc, to normalne”

Najważniejszym dowodem na sukces szkoły są jednak słowa samych uczniów. W środowisku, które postrzegało ich języki nie jako problem, lecz jako cenny zasób, dzieci zaczęły inaczej postrzegać same siebie. Zamiast czuć się gorsze z powodu barier językowych, z dumą mówiły o swoich kompetencjach.

Uczeń z Iraku z prostotą stwierdził: „Znam pięć języków”. To zdanie, wypowiedziane bez cienia wstydu, pokazuje, jak zmienia się perspektywa, gdy otoczenie afirmuje, a nie piętnuje. Jednak najbardziej uderzająca jest refleksja innego ucznia, która stanowi kwintesencję filozofii tej szkoły:

„Wielojęzyczność to nie supermoc, to normalne”.

To pozornie proste zdanie ma ogromną moc. Odbiera wielojęzyczności status czegoś wyjątkowego i egzotycznego, a zamiast tego czyni ją naturalnym elementem ludzkiego doświadczenia. W ten sposób uczniowie odzyskują poczucie normalności i pełni, co jest najsilniejszą odpowiedzią na dehumanizujące narracje obecne w społeczeństwie.

Decyzje, które tworzą radykalne przestrzenie nadziei

Historia „Szkoły pod dobrym aniołem” niesie potężne przesłanie: stworzenie transformujących, ludzkich przestrzeni edukacyjnych dla dzieci z doświadczeniem uchodźstwa jest możliwe, nawet w ramach publicznego systemu i w trudnym kontekście społecznym. Kluczem do sukcesu nie są gigantyczne budżety, ale fundamentalna zmiana filozofii przywództwa i pedagogiki. To dowód na to, co pisał Paulo Freire: nadzieja potrzebuje praktyki, by stać się historycznym konkretem.

Ta szkoła pokazuje nam, co filozofka bell hooks miała na myśli, pisząc o edukacji, która „troszczy się o dusze naszych uczniów” – to nie poetycki ideał, ale seria konkretnych, odważnych decyzji podejmowanych każdego dnia. Jak ujęła to badaczka edukacji Sonia Nieto, słowa te powinny być drogowskazem dla każdego, kto pracuje z dziećmi:

„wszystkie decyzje, bez względu na to, jak neutralne mogą się wydawać, mają wpływ na życie i doświadczenia uczniów” (Nieto, 2001, s. 43).

Ta warszawska szkoła pokazuje, jak decyzje oparte na empatii, odwadze i szacunku mogą budować przyszłość. Pozostawia nas z jednym, kluczowym pytaniem: co by się stało, gdyby każda szkoła zaczęła od troski o duszę swoich uczniów, a nie tylko o ich wyniki na testach?

Żródło:
Olszewska, A. (2020). Counter-stories from Poland: Identities and language identities of adolescent refugee-background students (Publication No. 27956600). [Doctoral dissertation, University of Florida]. ProQuest Dissertations and Theses Global. 
https://www.proquest.com/openview/24494054256cd4d4a2f80de7c78b138d/1?pq-origsite=gscholar&cbl=18750&diss=y

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *